sny zdjęcie tajemnica marzenia wspomnienia

Czy naprawdę sny są słodkie?

Kolejny ciężki i nudny dzień. Z ostatnich sił wykonuję zlecone przez szefa zadania. Od czasu do czasu z codzienną apatią spoglądam na zegarek. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przez to wskazówki zegarka włóczą się jeszcze wolniej. To jeszcze bardziej przygnębia. Ból głowy to już norma. Wszyscy wokół robią wygląd, że pracują. Jednak jeśli przyjrzeć się uważniej, to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Już nikt nawet nie myśli o pracy. Jedni siedzą w oczekiwaniu na przyjemny wieczór, który czeka na nich w gronie znajomych, rodziny, ukochanych. Inni już planują swój następny weekend. Ktoś z błogim uśmiechem na twarzy przypomina sobie wydarzenia z wczoraj. I, pewnie, tylko ja nic nie przypominam, nie planuję, ani nie oczekuję, tylko leniwie śledzę wskazówki zegarka.

W jednym momencie wszyscy z ożywieniem zaczynają wstawać z miejsc pracy, wyłączać komputery, lampki, i niby jak na wyścigach śpieszą się do wyjścia. Po kilku minutach takiego zamieszania w biurze robi się ciemno, pusto i cicho. Tak kończy się dzień pracy w naszej firmie. I tylko ja nigdzie się nie śpiesząc, składam swoje rzeczy, wyłączam laptop, gaszę światło, zakładam kurtkę i szalik, i człapię do przystanku. Jeszcze długo czekam na swoją 19-kę i za jakieś pół godziny jestem w domu. Tak, w domu – w swoim malutkim pokoju. Przez kilka lat na co dzień wracałam tutaj, już przyzwyczaiłam się do niego jak do swojego. We wszystkich kątach, na wszystkich półeczkach i krzesłach są porozkładane rzeczy. Od dawna już zamierzam wyrzucić połowę tego chłamu, a resztę zostawić do następnej takiej rewizji. Łóżko jest tu moim ulubionym miejscem. Ono już czeka na mnie. Za chwilę przytuli mnie i zagrzeje w ten zimny jesienny wieczór. A ja owinę się mięciutką kołdrą i będę marzyć o śnie. Leżę. W głowie tysiące myśli, a chwycić konkretną – ciężko. Wtedy zaczynam przeganiać je hurtem od siebie — nie uciec. I powoli, jedna za drugą zaczynają się układać. Bez emocji, bez zmartwień podpuszczam je do siebie i wydawałoby się, że to już ostatnia, lecz za nią szykuje się następna. I tak przewracam się z boku na bok w przeczuciu czegoś ważnego. Nie chcę zasypiać. I już dobrowolnie łapię się za kolejne przemyślenia, tylko by nie zasnąć. Ponieważ tam, w snach — dobrze, spokojnie i przyjemnie. Tam jest z kim ciekawie spędzić czas. Nie zapominają i troszczą się o mnie. Tam wesołe podróże, śmiech i szczęście. Tam problemy po prostu znikają w dziwny i niezrozumiały sposób. Jak tylko sen się skończy, rzeczywistość  przytłaczającym ciężarem zwala się na mnie. Czyż warto otrzymać tę rozkosz w snach, jaka trwa tylko chwilę, w zamian za jeszcze bardziej jasne uświadomienie nikczemności codziennego życia? Taka nagła zmiana zmusza wyraźniej odczuć rutynę. Czyż warto rozkoszować się delikatnością snu, jeśli jej brak przygnębia jeszcze bardziej? Naprawdę słodycz snów jest na tyle pożądana, żeby później tonąć w bezwyjściu?..

Jedna myśl na temat “Czy naprawdę sny są słodkie?

Dodaj komentarz